24 czerwca 2017

Konkurs patronacki - Mój pomysł na życie



Aby wziąć udział w konkursie należy
1. Zostać publicznym obserwatorem tego bloga.
2.  Zgłosić się w komentarzu.
3. Udostępnić post konkursowy.



Wzór zgłoszenia: 
Zgłaszam się:
Obserwuję jako: 
Udostępniam:



REGULAMIN:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: My fairy book world.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Videograf
3. Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić warunki wymienione powyżej.
4. Konkurs trwa od 26 czerwca 2017 roku do 30 czerwca 2017 do godz. 23.59
5. Zwycięzcą zostanie wybrany drogą losową.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz książki ''Mój pomysł na życie''.
7. Konkurs skierowany do osób posiadających adres korespondencyjny w Polsce.
8. Na kontakt mailowy od zwycięzcy czekam 3 dni. Po upływie tego czasu - nagroda przepada. 
9. Za wysyłkę książki odpowiada sponsor.

23 czerwca 2017

K. C. Hiddenstorm - Po złej stronie lustra || Fragment powieści

Zapraszam do przeczytania fragmentu powieści K. C. Hiddenstorm - Po złej stronie lustra.




Emanująca subtelną nutką paranoi Lisa przytaszczyła torbę potraw zakupionych przez Toma w szczodrej ilości, przezornie zbrojąc się w colę i butelkę piwa, tak by nie trzeba było kursować na dół po raz drugi. Podczas gdy on pałaszował ze smakiem porcję chińszczyzny, ona dłubała bez entuzjazmu w sałatce z kurczakiem, bardziej memłając niż faktycznie jedząc. Zapatrzyła się na ściskany w dłoni srebrny widelczyk, którym ścigała pomidora koktajlowego, dźgając go z zapamiętaniem i pomyślała idiotycznie, że każdy widelec to w zasadzie miniaturowy trójząb wielkiego i groźnego Posejdona. Myśl ta rozbawiła ją do tego stopnia, iż ostatkiem sił stłumiła rodzący się w piersi oszalały chichot.

Wiesz, że tak chichoczą tylko świrusy? Śmiało, ulżyj sobie – prychnął szyderczo jeden z głosów.

Resztki wesołości uleciały z Lisy jak powietrze z dziurawej dętki. Pociągnęła solidny łyk coli i zerknęła na Toma, czując, że jeśli zaraz czegoś nie powie, oszaleje.

Oszalejesz tak czy inaczej – syknął lodowaty głos. – Dobrze o tym wiesz.

- Kiedy właściwie wracamy dokończyć zdjęcia do Planu Działania? – spytała nienaturalnie radosnym głosem.

Tom zamrugał i spojrzał na Lisę niespokojnie. Jego twarz ściągnęła się, na czoło wystąpiła pionowa zmarszczka. Przeczesał włosy palcami, a gest ten – jeszcze bardziej niż mina – zdradzał jego zakłopotanie.

- Mała – zaczął ostrożnie. – Zdjęcia do Planu Działania już się skończyły, nie pamiętasz? Jack omal nie popłakał ze szczęścia, gdy padł ostatni klaps. – Widząc konsternację na twarzy Lisy, odłożył pudełko chińszczyzny, ujął ją za rękę i dodał: – Potem razem dzwoniliśmy do Ann, żeby powiedzieć jej, że w sobotę za tydzień odbędzie się przedpremierowy pokaz filmu, tego też nie pamiętasz?

Lisa poczuła się tak, jak gdyby ktoś zdzielił ją pustakiem w tył głowy.Oto kolejne utracone wspomnienie, kolejny zagubiony w czasie moment – pomyślała z przestrachem. Serce zapiekło ją i puściło się dzikim cwałem niby stado koni powożonych przez obłąkanego woźnicę. W gardle wyrosła jej mdląca gula, która powiększała się z każdą sekundą; Lisa miała wrażenie, że zaraz się udusi.

- Och, racja – powiedziała zdławionym głosem. – Przez nadmiar wrażeń wszystko mi się miesza. Mówi się, że miłość jest jak narkotyk i, jak widać, jest to szczera prawda – dodała, zmuszając się do uśmiechu.

Brawo, dziewczyno – odezwał się znienawidzony Głosik. – Miłość jak narkotyk, pięknie zagrane. Po minie twojego chłoptasia widać, że to kupił, ale my wiemy, że jest z tobą coraz gorzej, prawda? Dziury w pamięci są coraz dłuższe, coraz więcej faktów ulatuje z rozprutego worka, jakim jest twoja schorowana główka, nie udawaj, że tego nie widzisz. Może i jesteś sprytna, jednakże nie uda ci się bajerować ludzi w nieskończoność. Myślisz, że słodki Tom zostanie z tobą, gdy wyjdzie na jaw, iż jesteś szalona jak Kapelusznik? Wydaje ci się, że nie ucierpi na tym twoja kariera? Cóż, zasadniczo nie ma to już znaczenia, bo tak czy siak stracisz wszystko, absolutnie wszystko, chyba zdajesz sobie z tego sprawę?

O nikczemnym Głosiku można było powiedzieć wiele złego, lecz jedno trzeba mu było oddać – choć często dramatyzował, to jednak nigdy nie kłamał.

A Lisa doskonale o tym wiedziała.




Autorem tego fantastycznego obrazu jest Prison Art oraz Joa Baran i Maciek! Zachęcam do zajrzenia na ich stronę.

Przypominam, że ''Po złej stronie lustra'' możecie zamawiać na stronie ebookowo.pl

22 czerwca 2017

Hanna Greń - Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę

Data wydania: 11.04.2017
Wydawnictwo Replika



Tylko ode mnie zależy twój los. 

Gdy w środku nocy usłyszysz szmer za oknami, 
to będę ja, i gdy w słońcu nagle pochłonie cię cień, 
to też będę ja. Nie uciekniesz przede mną. 


Kiedy Kornelia zaczyna otrzymywać tajemnicze listy z pogróżkami, uważa to za głupi dowcip. Żyje na uboczu, nie wchodząc nikomu w drogę i nie nawiązując żadnych bliższych relacji z innymi ludźmi, kto więc mógłby życzyć jej śmierci? Jednak sytuacja staje się coraz poważniejsza, dlatego kobieta podejmuje decyzję o zgłoszeniu się na policję. 
Nie jest to dla niej łatwe – jej dotychczasowe kontakty ze stróżami prawa nie należały do najprzyjemniejszych. W młodości została niesłusznie oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Wszyscy zdawali się być wrogo nastawieni do Kornelii, ponieważ mężczyzna, którego oskarżyła wtedy o próbę gwałtu, sam był policjantem, a jego koledzy nie wierzyli, że mógł dopuścić się przestępstwa. 


W wyniku zbiegu okoliczności, kobieta natrafia na posterunku na tego samego funkcjonariusza, który przed laty próbował ją zdyskredytować, aby chronić swojego przyjaciela. Mimo wrogiego nastawienia, to jednak właśnie ten mężczyzna może okazać się dla Kornelii jedyną nadzieją.


R-E-W-E-L-A-C-J-A!!!

Na tym mogłabym zakończyć moją wypowiedź, bo to słowo ujmuje wszystko, co czuję po przeczytaniu tej książki. Dla was postaram się powściągnąć emocje i spróbuję opisać tę książkę.

''Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę'' to książka, która w sposób bardzo przyjemny łączy elementy romansu i kryminału, bardzo mi tym przypomina książki Nory Roberts. Główną bohaterką jest Kornelia, poznajemy ją jako małą dziewczynkę, kompletnie odrzuconą przez egoistycznych rodziców. Następnie mamy drobny skok w czasie — Kornelia jest nastolatką. W dniu 19 urodziny dziewczyna zostaje napadnięta, zgłasza sprawę na policję, Ci jednak nie dają wiary jej słowom. Przez zawiść kolegów ze szkoły, złe stosunki z rodzicami, Kornelia ma opinię łatwej dziewczyny lubiącej używki. Na domiar złego sprawcą okazuje się policjant — przyjaciel prowadzącego sprawę. Przez tę sytuację dziewczyna nie wierzy w wymiar sprawiedliwości. Kolejne lata nie są dla niej łaskawe, Kornelia decyduje się na dość samotne życie, całą energię wykorzystuje do realizowania swojej pasji. Wychodzi jej to rewelacyjnie, lista zadowolonych klientek wciąż rośnie. Niestety życie ma dla niej kolejną przykrą niespodziankę, na dodatek pomóc jej może jedynie funkcjonariusz, który oskarżył ją o składanie fałszywych zeznań. Jak myślicie, czy Kornelia zdecyduje się przyjąć pomoc od tego policjanta?

Historia Kornelii nie należy do łatwych i przyjemnych — egoistyczni rodzice zgotowali jej dzieciństwo pozbawione szczęścia i miłości, brak zrozumienia ze strony rówieśników, próba gwałtu, życie na uboczu... Jednak w tym wszystkim dziewczyna potrafiła poukładać życie tak, by realizować swoje marzenia. Kornelia jest niezwykłym przykładem tego, że życie może bardzo przykro i dotkliwie doświadczyć, jednak nic nie może nas złamać. Ile razy upadniesz, tyle razy musisz wstać — silniejszy po każdym upadku. Bardzo spodobał mi się sposób w jaki autorka przedstawiła polską policję, powiedzenie ''ręka rękę myje'' sprawdza się tu w 100%. Niestety w przypadku Kornelii przyjaźnie okazały się ważniejsze niż pomoc potrzebującej dziewczynie. Los bywa przewrotny, o czym przekonuje się funkcjonariusz Skrzyński — kolejna sprawa przyprowadza go pod drzwi domu Kornelii. Czy tym razem użyje swojej władzy, by pomóc dziewczynie?

Powieść Hanny Greń bardzo przypadła mi do gustu. Widać, że autorka przemyślała, w jaki sposób chce połączyć wątki kryminalne z malutkim romansem głównej bohaterki. Wyżej wspominałam o trudnym życiu Kornelii, ale nie chcę, żebyście pomyśleli, że książka pozbawiona jest humoru, bo tak nie jest. Autorka zadbała o to, by czytelnicy mieli się z czego pośmiać — jej bohaterowie lubią rzucać dowcipami i nie rzadko ich zachowanie było po prostu śmieszne. Nie mniej jednak, w tej książce rządzi kryminał i to całkiem nieźle rozegrany. W tej historii jest tyle niewiadomych, tyloma rzeczami autorka mnie totalnie zaskoczyła, naprawdę nie byłam w stanie przewidzieć takiego obrotu sprawy.

''Jak kamień w wodę. Polowanie na pliszkę'' to rewelacyjny początek serii — już wkrótce drugi tom, którego wprost nie mogę się doczekać. Autorka w świetny sposób połączyła wątki kryminalne z romantycznymi, tworząc wciągającą, spójną fabułę. Na uwagę zasługują także bohaterowie, jakich nie spotkałam dotąd w innych książkach, nie sposób ich nie polubić. No i zakończenie — totalny szok, nie rozumiem, jak to się stało, że niczego wcześniej się nie domyśliłam. Hanna Greń dołożyła starań, by czytelnik został porwany przez emocje towarzyszące podczas czytania tej książki. Powieść ta jest połączeniem kryminału i romansu, napisana lekkim językiem, wciąga od początku, trzyma w napięciu do samego końca! ''Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę'' to książka, którą polecam wam w 200%!



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.

21 czerwca 2017

Saga czasu przemiany. Ósme niebo - Wyniki konkursu




Hej Kochani! Bardzo dziękuję za udział w konkursie! Ciężko wybrać było tą jedną, zwycięską odpowiedź.... Jednak musiałam wybrać i książkę zdobywa:


Sylwia Waligóra


Jej odpowiedź:

Jeśli mam marzenie, pragnienie, potrzebę tak nieuchwytne jak welon komety, tak odległe jak wierzchołek najwyższego drzewa na najwyższej górze świata, tak trudne do osiągnięcia jak nieśmiertelność i tak cudowne jak smak losów cytrynowych,to ich spełnienie oznacza dla mnie Ósme niebo!





Gratulacje!!! Wyślij mi swoje dane do wysyłki na maila ewelinanawara1991@gmail.com

Victoria Aveyard - Królewska klatka


Data wydania; 24.05.2017
Wydawnictwo Moondrive (Otwarte) 


Mare jest pilnie strzeżonym więźniem zdanym na łaskę i niełaskę Mavena. Dręczą ją wspomnienia własnych błędów, a działanie Cichego Kamienia pozbawia ją mocy. Buntowniczka staje się dziewczyną bez błyskawic. Jednak i Maven otoczony jest wrogami. Z trudem utrzymuje kontrolę nad krajem oraz swoim więźniem. Mare czuje, że mimo nienawiści, którą żywi do Mavena, jest on prawdopodobnie jej jedyną szansą na przeżycie, zwłaszcza że Evangeline dąży do jak najszybszej egzekucji Czerwonej Królowej. Tymczasem Nowi i Czerwoni przygotowują się do wojny, bo nie chcą już dłużej pozostawać w ukryciu. Jest z nimi książę Cal, którego nic nie powstrzyma przed ratowaniem Mare.
Kto rozświetli drogę buntowników, jeśli dziewczyna od błyskawic straci swoją moc? Już wkrótce ogień ogarnie wszystko i spali bezpowrotnie Nortę, jaką Mare znała.


Jeśli czytaliście ''Czerwoną królową'' i ''Szklany miecz'' to wiecie, że Victoria Aveyard z każdą kolejną książką pisze coraz lepiej. ''Królewska klatka'' rozłożyła mnie na łopatki, po przeczytaniu jej zakończenia rzuciłam książką na stół i przez parę dni nie mogłam zebrać myśli. Dlatego wybaczcie, że dzisiejszy wpis będzie krótszy niż zazwyczaj — dziś nie będę opisywać tego co się dzieje w książce, obawiam się, że emocje mogłyby wziąć górę i przypadkiem pojawiłby się tutaj jakiś spojler. 

Największym zaskoczeniem dla mnie było to, jak duża część fabuły została przedstawiona z perspektywy Cala i Cameron, spodobało mi się to, że dzięki temu miałam szerszą perspektywę. Książkę można podzielić na dwie części — ta pierwsza jest bardziej spokojna, więcej zbierania informacji niż akcji, natomiast w drugiej części akcja niesamowicie przyspiesza, autorka zadbała o zwroty akcji i jestem pewna, że to jeszcze nie koniec niespodzianek, jakie dla nas przygotowała. W tej części bohaterowie również przechodzą przemianę, nie tylko postaci pierwszoplanowe, ale także drugoplanowe, muszę dodać, że w tej części polubiłam jedną z bohaterek, której nie lubiłam w poprzednich tomach. Mare także wypada dużo lepiej niż w ''Szklanym mieczu'' - odzyskała moją sympatię, jednak co do Cala — choć początkowo ją odzyskał, po zakończeniu wszystko wróciło do stanu po ''Szklanym mieczu''. 

Victoria Aveyard ciągle się rozwija i widać to w jej książkach. ''Królewska klatka'' to świetna powieść, wciągająca od pierwszych stron. Autorka zaserwowała nam wiele intryg i zwrotów akcji, bohaterowie po raz kolejny ewoluowali, w tej części pojawiają się nowe miejsca akcji, które możemy z przyjemnością odkrywać. W tej części poznaliśmy odpowiedzi na pytania z poprzednich, jednak narodziły się kolejne, bardziej intrygujące. Jestem bardzo ciekawa czym nas zaskoczy autorka w czwartej części serii Czerwona Królowa. Nie mogę zrobić nic innego niż polecić Wam tę książkę! 



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte. 



P.S. Koniecznie zerknijcie na mojego fanpaga, czeka tam na was mała niespodzianka!!!


19 czerwca 2017

Wywiad z K.C. Hiddenstorm



K.C. Hiddenstorm - urodzona 1 marca 1987r. w Białymstoku. Absolwentka filologii angielskiej. Autorka szeroko pojętej fantastyki, zaś w życiu zawodowym charyzmatyczna nauczycielka języka angielskiego. Zadebiutowała na rynku wydawniczym w 2016 roku powieścią fantastyczną "Władczyni Mroku". Jej styl pisania jest chwalony przez czytelników. Cechuje go cięty język, czarny humor, cynizm. W wolnej chwili pisarka lubi oddać się dobrej lekturze lub ciekawemu filmowi z ulubionych gatunków.








Na początek może opowiesz czytelnikom coś o sobie? Kim jest K. C. Hiddenstorm?



Przy założeniu, że coś takiego jak normalność w ogóle istnieje, jestem osobą dość normalną, aczkolwiek nieco ekscentryczną i rozkojarzoną lub – co zapewne zabrzmi bardziej artystycznie – bujającą w obłokach. Czasem wydaje mi się że jestem zlepkiem nieodkrytych jeszcze zaburzeń osobowości, a innym razem myślę, że przejawiam syndrom Piotrusia Pana w jakiejś nowatorskiej formie. Jeśli wierzyć słowom mojej przyjaciółki, można powiedzieć o mnie, że jestem charyzmatyczna, lecz nie mnie to oceniać. Mam specyficzne, czarne poczucie humoru, a sarkazm jest nieodzownym elementem moich wypowiedzi. Cenię sobie spokój, co nie znaczy bynajmniej, iż jestem nudziarą; lubię spędzić czas z dobrą książką, filmem, czy po prostu słuchając ulubionego albumu, ale czasem lubię też spędzić go nieco bardziej aktywnie. Ponadto bardzo kocham zwierzęta, jestem wrażliwa na ich krzywdę, i w miarę możliwości staram się im pomagać. Najbliższe memu sercu są koty, chyba właśnie przez ich indywidualizm i samotniczy tryb życia, który poniekąd cechuje i mnie. 



Dlaczego zdecydowałaś się na pisanie pod pseudonimem i czemu padło akurat na ten?


Ponieważ mogłam i ponieważ uważam, że to świetna sprawa (śmiech). A teraz bardziej serio: ponieważ chciałam, by sięgając po książkę, czytelnik nie wiedział, jakiej płci ani narodowości jest autor, by skupił się na samej historii, bez uprzedniego kategoryzowania tego, kto ją napisał. A dlaczego ten konkretny pseudonim? Gdyż podoba mi się to połączenie słów… choć po polsku niebezpiecznie przypomina imię jakiegoś indiańskiego szamana, jak był łaskaw zauważyć ktoś z moich znajomych. Podoba mi się zarówno brzmienie, jak i znaczenie tego pseudonimu. Myślę, że pasuje do mnie po prostu idealnie. 

  

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem?


Przez moją głowę od zawsze przewijały się najprzeróżniejsze historie. Czasem je spisywałam, czasem tylko obracałam w myślach, nie bardzo wiedząc, czy z tych strzępków da się stworzyć coś spójnego i sensownego. Z zamiarem napisania powieści nosiłam się dłuższy czas, jednak ze strony osoby, która powinna była mnie wspierać, słyszałam tylko przesiąknięte kpiną komentarze w stylu: „Och, książkę? Naprawdę?” lub „No tak, rozumiem, ale wiesz, napisanie książki to nie jest tak łatwa sprawa, jak się wydaje”. Jeśli mam Ci dosadnie zobrazować, jak to na mnie podziałało, to wyobraź sobie taką scenę: ja jestem kałużą benzyny, a te słowa rzuconą na mnie zapałką. Już rozumiesz? Zresztą czytałaś „Władczynię Mroku”, zatem wiesz, że te właśnie słowa włożyłam w usta jednego z bohaterów, który… cóż, nie skończył zbyt sympatycznie. Ale jeślibym miała wskazać bodziec, który dał mi przysłowiowego kopa i finalnie zmobilizował, były to słowa tytułowego bohatera w jednym z odcinków „Dr House’a”, gdzie mówi on o tym, że ludzie zawsze odkładają swe marzenia na później, mówiąc, ze pewnego dnia zrobią to, czy tamto i dopiero na łożu śmierci zdają sobie sprawę, że już za późno, że sędzia odgwizdał koniec meczu. A przecież jeśli naprawdę chce się coś zrobić, to zwyczajnie się to robi. Już. Teraz. Tutaj. 

  

Skąd czerpiesz inspirację do pisania?


Przede wszystkim ze swojej wyobraźni, ale również z książek, filmów oraz muzyki. Choć tak naprawdę uważam, że wszystko może nas zainspirować; nawet niewinna rozmowa na przystanku z nieznajomym, czy kłócąca się para w centrum handlowym. Każda rzecz, każda sytuacja przetworzona przez naszą wrażliwość może zmienić się w kamień węgielny historii, jaka zrodzi się w naszej głowie.



Skąd zainteresowanie Lucyferem i Lilith?


Lucyfer jest buntownikiem, pełnym sprzeczności wielkim indywidualistą. Jakby się nad tym zastanowić, interesował mnie i intrygował właściwie od zawsze, chyba przez swoją złożoność i ten mroczny romantyzm, jakiego jest ucieleśnieniem. Zawsze uważałam go za postać szalenie inspirującą oraz urzekającą swym tragizmem. Ubóstwiam Miltona za to, jak przedstawił Lucyfera w „Raju utraconym”. A skąd zainteresowanie Lilith? Tu jest podobnie – ona również jest buntowniczką i reprezentuje te same cechy, które zachwycą mnie w Lucyferze. Lucyfer i Lilith są, przynajmniej w moim odczuciu, kwintesencją drzemiącej w nas siły, niezależności oraz mocy przeciwstawiania się reżimowi oraz absurdalnym prawom i nakazom, na jakie nie chcemy i nie powinniśmy się godzić.



Twoje obie powieści — Władczyni Mroku i Po złej stronie lustra — mocno skupiają się na ludzkiej psychice, dlaczego?


Gdyż uważam ludzką psychikę za szalenie fascynującą. My, ludzie, jesteśmy najbardziej agresywnym gatunkiem na Ziemi, w pewnym sensie dążymy do samozagłady, a już na pewno do wybicia większości innych gatunków na planecie. Uwielbiamy ukierunkowywać naszą energię na rzeczy banalne, pozbawione znaczenia, zamiast zająć się sprawami istotnymi. Marnujemy ogromny potencjał na wewnętrzne wojny, zapominając o tym, że wszyscy gramy w jednej drużynie w meczu, w którym stawką jest nasze wspólne dobro. A mimo to mamy w sobie coś pociągającego. Jest w nas heroizm, pomimo całego zła, jakie czynimy, to paradoksalnie drzemią w nas nieprzebrane pokłady dobra i zawsze, ale to zawsze potrafimy podnieść się z kolan. Co więcej, w moim odczuciu ważniejsze niż czyny są powody, dla których je popełniamy. Zawsze, za każdym razem nurtuje mnie pytanie „Dlaczego?”. Właśnie z tego powodu tak wielką wagę przykładam do psychologii postaci. Lubię tę zabawę moralnością, lubię pokazywać, że wszystko jest względne i najczęściej nie można jednoznacznie sklasyfikować kogoś, jako z gruntu złego lub z gruntu dobrego, że świat nie dzieli się na czerń i biel, lecz składa się z tysięcy odcieni szarości. 



Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas pisania Po złej stronie lustra?


„Po złej stronie lustra” pisało mi się stosunkowo łatwo, zwłaszcza w porównaniu do „Władczyni Mroku”. Jednak najtrudniejszym momentem był punkt, w którym musiałam zdecydować się na wyjaśnienie, dlaczego z główną bohaterką dzieje się to, co się dzieje. Rozważałam kilka pomysłów, analizowałam je i żonglowałam nimi jakiś czas, aż wreszcie zdecydowałam się na „Wieloświatową Interpretację Mechaniki Kwantowej” Hugh Everetta III i – nieskromnie mówiąc – uważam, że był to strzał w dziesiątkę. 



Czy w Twoich książkach znajdują się miejsca i postaci inspirowane Twoim otoczeniem?


Czy ja wiem? Jeśli chodzi o miejsca, to może nie tyle inspirowane, co przetworzone przez moją wyobraźnię. Natomiast postaci… cóż, myślę, że przemycam do swoich powieści cechy osób znanych mi z prawdziwego życia, choć dzieje się to na tak głębokim poziomie świadomości, że nie jestem w stanie z pełną mocą odróżnić, co jest czym. Aczkolwiek przyznaję, zdarzyło się w moim życiu kilka sytuacji tak absurdalnych, tak niewiarygodnych, że aż prosiły się o umieszczenie w książce. 



Czy proces wydawania książki jest taki, jaki myślałaś, że będzie? Czy coś Cię zaskoczyło lub rozczarowało?


O nie! (śmiech). Proces wydawniczy znacząco różni się od moich dość naiwnych wyobrażeń o nim. Jest to biznes jak każdy inny, i jak każdy inny rządzi się prawami rynku. Zaskoczyło mnie kilka rzeczy, rozczarowało zapewne jeszcze więcej, ale myślę, że nie ma sensu wgłębiać się w ten temat. Ciepłe słowa czytelników z nawiązką rekompensują mi wszystkie trudności i rozczarowania. Dzięki Wam wiem, że to co robię, ma sens, i z tego miejsca pragnę wszystkim serdecznie podziękować. 



Spróbuj opisać siebie jednym zdaniem.


Mówiąc bardzo poetycko: zagubiona w świecie ludzi istota spoza czasu, obdarzona niebywałą wyobraźnią.



Dlaczego warto sięgnąć po Twoje książki?
Ponieważ są wyjątkowe. Dotykają spraw ważnych, pozostając w przystępnym dla każdego lekkim tonie. Przesiąknięte są czarnym humorem, zapadają w pamięć i pozwalają choć na parę chwil oderwać się od świata, w którym żyjemy.



Dziękuję za czas poświęcony na odpowiedzi na moje pytania :)
Podobał wam się wywiad z K. C. Hiddenstorm?
Przypominam, że obie książki autorki możecie kupić na e-bookowo.

17 czerwca 2017

Elżbieta Kosobucka - Mój pomysł na życie || Patronat medialny & przedpremierowo


Data wydania: 19.06.2017

Wydawnictwa Videograf





Powieść zaprasza kobiece serca do podążania własną drogą, odkrywania siebie. Melody Sawicka, odnosząc spektakularne sukcesy, pnie się po szczeblach kariery w bankowości. Bohaterka, otoczona gronem przyjaciół, tryska energią i nowymi pomysłami. W niesprzyjających okolicznościach spotyka intrygującego biznesmena, Pawła Baryckiego, który wprowadza zamieszanie w jej uporządkowane dotąd życie. Kiedy wydaje się, że ostatni puzzel trafił na swoje miejsce, do układanki wkrada się niechciany element. Młoda kobieta odnajduje szczęście TAM i WTEDY, gdy myśli, że wszystko jest stracone...



Melody to młoda, piękna i pewna siebie kobieta, która z determinacją wspina się po kolejnych szczeblach kariery. Ma plan na przyszłość, wie, co chce osiągnąć i pewnym krokiem idzie przez życie. W niespodziewanych okolicznościach poznaje Pawła Baryckiego i to spotkanie zburzy jej spokój, a jej poukładane życie zacznie przypominać układankę z brakującymi elementami. Oprócz chaosu Paweł wniósł do jej życia coś niespodziewanego — miłość, której Melody nie miała w planach na najbliższą przyszłość. Sielanka kończy się niewiarygodnie szybko, gdy na Melody spada druzgocącą wiadomość...



Autorka w sposób bardzo prosty opowiada o życiu Melody i Pawła. Ta dwójka stała się pośrednikiem pomiędzy tym, co autorka chce przekazać a czytelnikiem, który poznaje tę historię. Melody jest przykładem pięknej i młodej kobiety, którą zgubiła ambicja. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Elżbieta Kosobucka pokazała życie Melody i to jak stopniowo wprowadzała w nim zmiany — czasami na lepsze, czasami na gorsze, jednak wszystkie te zmiany wpłynęły na efekt końcowy — Melody odnalazła szczęście, zawalczyła o marzenia i stała się najlepszą wersją siebie. Paweł to mężczyzna, o którym marzy wiele kobiet — przystojny, inteligenty i bogaty, ale przede wszystkim jest uczciwy i po ludzku dobry. Pojawił się w życiu Melody w idealnym momencie, okazał jej wsparcie, dał bezwarunkową miłość — oddał całego siebie. Naprawdę bardzo polubiłam tę dwójkę. Poza Melody i Pawłem autorka stworzyła ciekawe i barwne postaci drugoplanowe — każda z nich wnosi coś do ich życia i wydaje mi się, że za ich pośrednictwem autorka pokazała, że czasami osoby, które uważamy za przyjaciół, nie powinny znaleźć miejsca w naszym życiu, a te osoby, które spotykamy przypadkiem i początkowo nie mamy o nich zbyt dobrego zdania, okazują swoje bezwarunkowe wsparcie w najtrudniejszych momentach. ''Mój pomysł na życie'' to książka, której fabułą jest po prostu życie, to co spotkało Melody, mogło trafić każdego z nas. Autorka pokazuje przez swoją książkę swoje przekonania, przybliża czytelnikowi swoje spojrzenie na życie, myślę, że warto się nad tym zastanowić. Elżbieta Kosobucka prowadzi nas przez swoją książkę prostym językiem, stopniowo przybliżając nam to, co tak naprawdę chce nam przekazać. Akcja ma swoje stałe tempo, według mnie idealne, żeby czytelnik się nie nudził, autorka zadbała o kilka zwrotów akcji, gwarantuję wam, że nie brakuje tu emocji.

''Mój pomysł na życie'' to naprawdę fajna, ciepła i prosta powieść o marzeniach i miłości. Melody idealnie pokazuje, że nigdy nie jest za późno by zająć się tym, co przynosi nam szczęście. Melody w końcu odnalazła swój pomysł na życie, przyniosło jej to spokój i szczęście, w końcu poczuła, że robi to, co słuszne i dla niej ważne. A ty? Jesteś szczęśliwy? Patrzysz w lustro i widzisz osobę, jaką chcesz być? Warto walczyć o swoje marzenia, znaleźć równowagę pomiędzy chcę, a muszę. Przeczytaj książkę i zastanów się, jaki jest twój pomysł na życie...