21 sierpnia 2017

Wywiad z Elżbietą Rodzeń


Elżbieta Rodzeń jest pedagogiem terapeutą, pracuje w poradni  psychologiczno - pedagogicznej. Czyta uparcie i nałogowo.  Lubi zimowe spacery, nietuzinkowe filmy i dobrą herbatę. Może godzinami rozmawiać o książkach, dysleksji i wzornictwie haftów ludowych. Mieszka w małym domku pod lasem, z mężem - swoim pierwszym czytelnikiem i koneserem jej wypieków.




Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
Od spisywania fragmentów wymyślonych historii i pokazywania ich koleżankom w szkolnej toalecie. Byłam zaskoczona, że im się to podobało, ale później już rzadziej pokazywałam komukolwiek swoje historie. Uważałam, że nie są idealne. Czytałam poradniki dla pisarzy i starałam się pisać lepiej.


Która książka była pierwszą napisaną przez Ciebie? To któraś z wydanych powieści czy nadal schowana jest w szufladzie?
Ta zupełnie pierwsza faktycznie nadal leży schowana i wolałabym jej nie publikować. Pisałam ją bardzo długo i niedługo po jej ukończeniu okazało się, że właściwie mnie samej się ona nie podoba. Dlatego nie wysłałam jej do żadnego wydawnictwa, tylko wyciągnęłam wnioski, co zrobiłam źle i zaczęłam pisać coś innego.


Czy trudno było znaleźć wydawcę dla pierwszej powieści?
Trochę to trwało i oczywiście miałam już czarne myśli, że mi się nie uda. Natomiast chyba miałam dużo szczęścia, bo ja czekałam zaledwie kilka miesięcy, a niektórzy autorzy próbują kilka lat, zanim znajdzie się chętny wydawca.


Co Cię najbardziej zaskoczyło w całym procesie wydawniczym?
Myślałam, że cały proces przygotowania książki przebiega szybciej. Zaskoczyło mnie też to, że praktycznie wszystko ustala się drogą mailową. Miałam kiedyś wyobrażenie, że autor siedzi wraz z redaktorem nad plikiem kartek i trwa dyskusja, co jeszcze w książce zmienić. W rzeczywistości wszystko wygląda bardziej jak załatwianie formalności, więc w tym momencie kończy się już proces tworzenia.


Na swoim koncie masz już cztery wydane książki, ale tylko jedna z nich jest powieścią fantasy. Opowiesz, w jakich okolicznościach powstała ''Noc świetlików''?
W tamtym czasie, kiedy zabierałam się za pisanie „Nocy świetlików”, czytałam bardzo dużo powieści fantasy i jeszcze więcej romansów paranormalnych. Poszukując kolejnej lektury, znalazłam opis książki, w której pojawiało się kilku braci. Pomyślałam, że to byłoby niesamowite znaleźć się wśród mężczyzn, których łączy tajemnica i silne rodzinne więzi. To była główna inspiracja, choć zupełnie nie pamiętam tytułu książki, która mi ją podsunęła. Długo nie byłam pewna, jak poprowadzić kolejne wątki i pisałam nawet równolegle inną historię, ale w końcu wszystko ułożyło się w mojej głowie w całość i ta historia ożyła.



''Dziewczyna o kruchym sercu'' to piękna i wzruszająca powieść. Skąd taki pomysł na książkę?
Zawsze chciałam napisać książkę o takim temacie. Chyba zaczęło się to, gdy pierwszy raz obejrzałam „Love story”. To właśnie scenariusz tego filmu sprawił, że sama zapragnęłam stworzyć podobną opowieść. Wiedziałam też, że główny bohater będzie kimś, kto przyjdzie przeprowadzić bohaterkę przez tę najcięższą drogę jej życia. Początkowo też planowałam, że będzie to powieść z wątkiem fantastycznym, ale potem, zupełnie przypadkowo, ktoś poddał mi inną myśl.


''Zimowa miłość'' wyróżnia się na tle twoich książek, ponieważ jako jedyna opowiada historię dorosłych ludzi. Dlaczego zdecydowałaś się na taką zmianę?
Trochę namówiła mnie moja mama, ale po części sama chciałam tego spróbować. Zaczęłam pisać tę książkę w takim momencie, gdy bałam się, że to będzie moja ostatnia szansa. Pierwsza książka nie sprzedawała się zbyt dobrze, dlatego jej druga część („Noc świetlików” miała mieć trzy części) została odrzucona, a nie wiedziałam jeszcze, czy wydawnictwo zdecyduje się wydać „Dziewczynę o kruchym sercu”. Postanowiłam napisać coś innego, mając nadzieję, że książka dla dorosłych będzie miała na rynku większe szanse. Miałam już napisany spory kawałek, gdy dowiedziałam się, że „Dziewczyna…” będzie wydana, a pomysł nowej książki tak już wrósł w moje serce, że nie mogłabym porzucić jej bohaterów.


Co dla Ciebie, jako autorki, liczy się najbardziej?
Czas na pisanie. Nawet gdy świetnie się bawię, albo jestem na wakacjach, zawsze zastanawiam się, czy będę mogła coś napisać. Nie lubię dni, gdy nie mam czasu albo siły, żeby pisać. Niestety zmęczenie dopada mnie coraz częściej, dlatego ten czas, którego mi brakuje, jest dla mnie najważniejszy.


Jak wyglądają twoje plany wydawnicze? Masz już gotową kolejną powieść?
Mam gotową kolejną powieść. Obecnie usiłuję ją poprawić i wysłać do wydawnictwa, na co oczywiście brakuje mi czasu… Tym razem to historia dziewczyny, która jest zmuszona zostawić wszystko za sobą: pracę, dom, znajomych i rozpocząć nowe życie od zera. Musi znaleźć mieszkanie i mieć za co żyć. Przyjmuje posadę pielęgniarki osoby po urazie kręgosłupa, jednak dość szybko okazuje się, że jej podopieczny nie wymaga opieki. Młody prawnik wprawdzie jeździ na wózku, ale to dla niego żadne ograniczenie. Jest świetny w swojej pracy, ma dziewczyn na pęczki i uwielbia sporty ekstremalne. Dlatego z miejsca postanawia pozbyć się nowej opiekunki ze swojego domu.


Potrafisz opisać wszystkie twoje książki jednym zdaniem? Jest coś, co je łączy?
Łączy je miłość. Niezależnie od tego, jakie losy zgotuję moim bohaterom, zawsze daję im kogoś, kto stanie się dla nich całym światem.


Jakie jest Twoje największe marzenie?
Mam takie marzenie, ale wszystko wskazuje na to, że może się ono nigdy nie spełnić. Jest chyba zbyt prywatne, żeby o nim mówić. Ale jeśli jakimś cudem się spełni, to myślę, że wtedy będę mogła powiedzieć o co chodziło.


Masz jakąś dobrą radę dla tych, którzy chcą wydać książkę?
Pisanie często jest kojarzone z natchnieniem i tworzeniem pod jego wpływem, ale to chyba największy mit, jaki dotyczy powstawania książki. Wena czasem się pojawia, ale nie na co dzień. Jeśli ktoś myśli o napisaniu książki, powinien potraktować pisanie jako pracę i jednocześnie wielką pasję. Musi to być coś, co będzie gotów robić przez wiele tygodni, wstawać przez to wcześniej, albo zarywać noce. Natomiast gdy chce się książkę wysłać wydawcy, trzeba stać się swoim największym i bezlitosnym krytykiem. Przy redagowaniu własnego tekstu trzeba być nieraz bezwzględnym dla samego siebie. Gdy czujemy, że jakaś scena nie pasuje, to trzeba się jej pozbyć, nie ważne jak bardzo nam samym się podoba.
Można też zacząć od przeczytania książki S. Kinga „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”.


1 komentarz:

  1. Czytałam tylko "Przyszłość ma twoje imię" :)
    Muszę nadrobić poprzednie tytuły.
    Pozdrawiam. ♥

    OdpowiedzUsuń